
Siódme wakacje z rzędu w tym samym miejscu? Dla większości nastolatków brzmi to jak kiepski pomysł. Dla uczestników Campu Polskiego Stowarzyszenia Cheerleaders to najlepszy dowód, że do Łochowa warto wracać!
Jedni przyjeżdżają dla treningów z zagranicznymi trenerami, inni dla atmosfery, która tworzy się między zawodnikami z całej Polski. Organizatorzy przekonują jednak, że największą wartością wydarzenia jest coś, czego nie da się zapisać w planie treningowym – budowanie środowiska.
Camp, który na stałe wpisał się w kalendarz polskiego cheerleadingu
Przez kilka lipcowych dni Łochów ponownie stał się miejscem spotkania zawodników z całej Polski. Na salach treningowych od rana do wieczora słychać było muzykę, odliczanie kolejnych elementów i wskazówki trenerów. Jedni opracowywali technikę stuntów, inni pracowali nad choreografiami tanecznymi, a między treningami nawiązywali znajomości z zawodnikami, których dotychczas znali jedynie z zawodów.
Tegoroczny Cheer & Dance Camp PSCh 2026 odbył się w Łochowie i ponownie zgromadził komplet uczestników. Organizatorem wydarzenia było Polskie Stowarzyszenie Cheerleaders, a partnerem Polski Związek Sportowy Cheerleadingu. Program podzielono na trzy turnusy: Cheer Camp dla poziomów L2–3, Cheer Camp dla poziomów L4–5 oraz Dance Camp. Zawodnicy trenowali pod okiem fińskich szkoleniowczyń – Olgi Leuanniemi, Iidy Kanto, Heli Jääskö i Henny Hyvönen.

To już dziewiąta edycja wydarzenia, które z roku na rok przyciąga coraz większe zainteresowanie. Organizatorzy nie ukrywają, że za sukcesem stoją zarówno międzynarodowa kadra szkoleniowa, jak i konsekwentnie rozwijana formuła obozu.
Za trzema turnusami treningów stoi niemal rok przygotowań
Choć dla uczestników camp rozpoczyna się w lipcu, dla organizatorów praca nad kolejną edycją zaczyna się znacznie wcześniej – właściwie w momencie zakończenia poprzedniej.
– „Organizację rozpoczynamy, kończąc poprzedni camp. Już wtedy rozmawiamy z instruktorami na kolejny rok. Kiedy mamy potwierdzony termin, możemy rozpocząć przygotowanie wszystkich materiałów i zapisów” – mówi Anna Polatowska-Zegar, współorganizatorka wydarzenia.
Proces przygotowań obejmuje nie tylko kwestie organizacyjne, ale również analizę potrzeb uczestników i rozmowy z trenerami. Każda kolejna edycja jest podsumowywana ankietami, które pozwalają ocenić program i wyznaczyć kierunek rozwoju na następny rok.
Jedno pozostaje jednak niezmienne – zainteresowanie.
– „Campy cheerowe zamknęły nam się w całości. Zawodnikom bardzo podobają się nasze obozy. Uczestnicy przede wszystkim chwalą międzynarodową kadrę, a także polskich instruktorów prowadzących zajęcia z akrobatyki” - opowiada Anna Polatowska-Zegar.

Za rok wydarzenie będzie obchodzić jubileuszową, dziesiątą edycję. Organizatorzy nie zdradzają jeszcze planów, ale zapowiadają, że decyzje zapadną dopiero po szczegółowej analizie tegorocznych turnusów.
Nie przyjeżdżają z obowiązku. Wracają, bo chcą
Najlepszą reklamą Campu PSCh nie są jednak liczby ani program wydarzenia. Są nią sami uczestnicy.
Na tegorocznym obozie nie brakowało osób, które do Łochowa przyjechały po raz szósty, a nawet siódmy. W świecie sportowych obozów to rzadkość.
Oliwia Michałowska uczestniczy w wydarzeniu już szósty raz. Nie ma wątpliwości, dlaczego co roku ponownie zapisuje się na camp.
– „Przede wszystkim profesjonalizm. Bardzo podoba mi się dobór trenerów, zwłaszcza w tym roku. Mamy też do dyspozycji bardzo dużo sprzętu, z którego nie zawsze możemy korzystać na co dzień w klubie” - opowiada.
Równie ważna pozostaje atmosfera.
– „Naprawdę bardzo fajnie wspominam każdy camp. Mam wrażenie, że z roku na rok jest coraz lepiej. Atmosfera jest tutaj naprawdę niezapomniana” - dodaje Oliwia.

Jeszcze dłuższym stażem może pochwalić się Marta Moenert, która do Łochowa wróciła już po raz siódmy.
– „Robię tutaj to, co kocham. Ten camp opiera się głównie na treningach. Przyjeżdżam i mogę realizować swoją pasję w stu procentach” - opowiada.
To właśnie regularne powroty uczestników organizatorzy uznają za największy sukces dziewięciu edycji.
Wakacje? Tutaj odpoczynek schodzi na drugi plan
Choć camp odbywa się w środku wakacji, trudno mówić o wypoczynku. Program od rana do wieczora wypełniają treningi, podczas których zawodnicy uczą się nowych elementów, poprawiają technikę i wielokrotnie powtarzają ćwiczenia, aż do osiągnięcia oczekiwanego efektu.
Dla wielu uczestników właśnie ta intensywność stanowi największą wartość.
– „To są bardzo wyczerpujące treningi, ale po każdym z nich wiem, że dałam coś od siebie. W wakacje większość czasu pewnie będę odpoczywać, dlatego takie cztery dni mocnego treningu są dla mnie bardzo cenne” – mówi Marta Moenert.

Podobnie swoją motywację opisuje Oliwia Michałowska.
– „Najbardziej motywują mnie sukcesy, które przychodzą dzięki treningom. Kiedy coś mi wychodzi, mam jeszcze większą motywację, żeby dalej pracować.”
Organizatorzy podkreślają, że właśnie taki jest sens letnich obozów – stworzyć przestrzeń, w której zawodnicy mogą całkowicie skupić się na sporcie.
– „Chcemy pokazywać, że cheerleading to sport pełen zabawy, ale również zaangażowania. Trzeba ciężko pracować i być wytrwałym, żeby osiągać kolejne rezultaty” – podkreśla Anna Polatowska-Zegar.
Jednocześnie celem campu nie jest wyłącznie doskonalenie umiejętności technicznych. Równie ważne pozostaje stworzenie warunków, dzięki którym uczestnicy mogą uczyć się od trenerów posiadających doświadczenie zdobywane przez lata na międzynarodowej scenie.
– „Chcemy, żeby uczestnicy mogli obcować z ludźmi, którzy trenują ten sport dużo dłużej niż my – czy to z Finami, czy wcześniej ze Słoweńcami lub Niemcami. To trenerzy, którzy sami byli zawodnikami i doskonale wiedzą, jak wygląda droga do wysokiego poziomu” - dodaje Anna Polatowska-Zegar.

Obcy pierwszego dnia. Znajomi cztery dni później
Choć program campu wypełniają przede wszystkim treningi, organizatorzy od początku podkreślają, że równie ważne jest budowanie relacji między zawodnikami z różnych klubów. Wielu uczestników przyjeżdża do Łochowa po raz pierwszy, nie znając nikogo poza własną drużyną. Kilka dni później wracają do domów z nowymi znajomościami, które często przenoszą się poza salę treningową i trwają przez kolejne sezony.
To właśnie dlatego już pierwszego dnia organizowane są gry i zabawy integracyjne.
– „Zawsze pierwszego dnia każdego campu organizujemy gry i zabawy integracyjne. Chcemy, żeby uczestnicy mogli spędzić czas nie tylko ze swoim zespołem, ale też z zawodnikami z innych klubów. Zależy nam, żeby każdy wyjechał stąd z uśmiechem” – mówi Anna Pękul, koordynatorka wydarzenia.
Tę atmosferę dostrzegają również sami uczestnicy.

– „Na każdym campie jest integracja. Można poznać inne kluby, zobaczyć, jak pracują, nauczyć się nowych rzeczy i posłuchać czegoś nowego” – podkreśla Marta Moenert.
Zdaniem organizatorów właśnie takie spotkania budują środowisko, które później procentuje podczas zawodów i wspólnych projektów. Rywalizacja schodzi na dalszy plan, a jej miejsce zajmuje współpraca i wzajemne wsparcie.
Camp, z którego każdy ma wyjechać bogatszy o nowe doświadczenia
Dla organizatorów sukces wydarzenia nie kończy się na dobrze przeprowadzonych treningach. Równie ważne jest to, z czym uczestnicy wracają do swoich klubów.
Pierwsze edycje campu były skierowane przede wszystkim do niewielkich grup stuntowych, które po zakończeniu obozu miały przekazywać zdobytą wiedzę swoim drużynom. Z biegiem lat formuła zaczęła się zmieniać. Coraz częściej do Łochowa przyjeżdżają całe zespoły, które wykorzystują wspólny czas do przygotowania elementów wykorzystywanych później w sezonowych choreografiach.
Niezmienny pozostaje jednak cel.
– „Przede wszystkim chcemy, żeby jak najwięcej osób mogło z tego skorzystać. Zależy nam na tym, żeby każdy wyjechał stąd z czymś nowym, czego się nauczył” – podkreśla Anna Polatowska-Zegar.

Nie tylko medale. Chcemy uczyć także sportowego charakteru
Po dziewięciu edycjach organizatorzy nie mają wątpliwości, że o wartości campu nie decyduje wyłącznie liczba wytrenowanych elementów czy godzin spędzonych na sali. Równie ważne jest to, jakich postaw uczestnicy uczą się poza treningami. Dlatego od pierwszego dnia programu równie dużo uwagi poświęca się integracji, współpracy i zasadom fair play.
– „Największą satysfakcję daje mi to, że zawodnicy wyjeżdżają stąd bardzo zadowoleni, z nowymi umiejętnościami i mówią, że cieszą się, iż tutaj byli. Nie mamy warunków hotelowych ani fajerwerków. Jest ciężka praca. Mimo to uczestnicy wracają drugi, trzeci, piąty, a nawet siódmy raz” – mówi Anna Pękul, koordynatorka wydarzenia.
Jej zdaniem właśnie to najlepiej pokazuje, czym przez lata stał się Camp PSCh dla polskiego środowiska cheerleadingowego. To nie tylko miejsce szkolenia, ale również przestrzeń, w której spotykają się zawodnicy z klubów z całej Polski. Już pierwszego dnia organizowane są wspólne gry i zabawy, a grupy celowo tworzone są z przedstawicieli różnych drużyn.

– „Integracja to podstawa. Mam wrażenie, że później przekłada się ona także na rywalizację. Zawodnicy i kluby są wobec siebie bardziej fair, trenerzy się znają, współpracują i wspólnie budują reprezentację Polski. To jest ogromna wartość dla całej dyscypliny.” Jak podkreśla Pękul, w czasach coraz większej presji na wynik organizatorzy chcą przypominać młodym zawodnikom, że sport nie kończy się na miejscu zajętym w klasyfikacji.
– „Staramy się nauczyć dzieci, że nie chodzi o to, by komuś pokazać, że jest gorszy od ciebie. Chodzi o to, żeby wygrać, pokazując, że tego dnia było się lepszym. Trzeba umieć podać rękę, pogratulować i potrafić również przegrywać. Fair play jest ważne w każdym sporcie, nie tylko w cheerleadingu.”
To właśnie ta filozofia sprawia, że Camp PSCh od lat pełni znacznie szerszą rolę niż wakacyjne zgrupowanie treningowe. Obok nowych umiejętności technicznych uczestnicy wywożą z Łochowa doświadczenia, które mają znaczenie także poza sportem – uczą się współpracy, szacunku dla rywali i odpowiedzialności za wspólnie budowane środowisko.
Więcej niż letni obóz. Inwestycja w przyszłość dyscypliny
Po dziewięciu edycjach Camp PSCh stał się jednym z najważniejszych letnich wydarzeń w polskim środowisku cheerleadingu. Z roku na rok rośnie liczba uczestników, a obecność zagranicznych trenerów sprawia, że zawodnicy mogą uczyć się od szkoleniowców reprezentujących czołowe europejskie ośrodki.
Organizatorzy nie ukrywają jednak, że patrzą znacznie dalej niż na kolejną edycję obozu.
Prezes Polskiego Stowarzyszenia Cheerleaders Bartosz Penakla chce, by camp jeszcze mocniej wpisał się w kalendarz polskiego cheerleadingu i stał się miejscem spotkań całego środowiska.
– „Chciałbym, żeby ten camp jeszcze mocniej wpisał się w kalendarz zawodniczy w Polsce. Aby z roku na rok przyjeżdżało do nas coraz więcej zawodników, którzy będą się integrować, bo poprzez tę integrację realnie wpływamy na budowanie silnego środowiska. Na tym bardzo mi zależy.”

Nie koniec, a kolejny krok w rozwoju polskiego cheerleadingu
Na zakończeniu Campu Polskiego Stowarzyszenia Cheerleaders letni kalendarz szkoleniowy jednak się nie kończy. Kolejnym ważnym punktem będzie Performance Institute – Summer Camp 2026, organizowany przez Polski Związek Sportowy Cheerleadingu, który odbędzie się w dniach 6–16 sierpnia 2026 roku w Centrum Konferencyjno-Szkoleniowym OSSA.
Jedenastodniowy projekt został przygotowany jako kompleksowy program rozwoju zawodników i trenerów. Uczestnicy przepracują ponad 55 godzin treningowych, łącząc zajęcia techniczne z przygotowaniem motorycznym, regeneracją oraz pracą nad jakością prezentacji scenicznej. Program obejmuje m.in. cheerleading, akrobatykę, tumbling, taniec oraz elementy budowania świadomości zawodnika i jego występu.
Dziewiąta edycja Campu Polskiego Stowarzyszenia Cheerleaders pokazała, że siła tej dyscypliny tkwi nie tylko w samym treningu, ale również w środowisku, które wspólnie tworzą zawodnicy, trenerzy i organizatorzy. Kolejne inicjatywy szkoleniowe są naturalnym krokiem w dalszym budowaniu poziomu polskiego cheerleadingu – dyscypliny, która konsekwentnie rozwija swoje struktury i wyznacza coraz ambitniejsze cele.
