Ekran wczytywania
13 klubów pod jednym dachem. Pierwszy letni camp PZSC ma być początkiem większego projektu

13 klubów pod jednym dachem. Pierwszy letni camp PZSC ma być początkiem większego projektu

Zawodnicy z 13 klubów, ponad 50 godzin zajęć i trenerzy reprezentujący różne środowiska polskiego cheerleadingu. Pierwszy letni camp Polskiego Związku Sportowego Cheerleadingu miał dać uczestnikom coś, czego nie zawsze mogą znaleźć podczas codziennej pracy w klubach: kontakt z innymi metodami szkolenia, różnymi stylami i nowymi trenerami. Już podczas pierwszej edycji zaczęto jednak myśleć o kolejnym kroku. PZSC chce rozwijać projekt, zwiększyć liczbę uczestników, stworzyć grupę dla czołowych zawodników, a w dalszej perspektywie wykorzystać camp jako jeden z elementów budowania zaplecza reprezentacji Polski.

Po coś, czego nie daje codzienny trening

Lenę Krawczyk z Dream Teamu z Garwolina do udziału w campie przekonała przede wszystkim możliwość pracy z trenerami, których wcześniej znała, ale nie miała okazji trenować pod ich okiem.

“Zauważyłam, że jest dużo ciekawych trenerów, którzy mi imponują, również z innych klubów. Nigdy nie miałam okazji z nimi ćwiczyć. Chciałam spróbować i dowiedzieć się jak najwięcej od różnych trenerów z całej Polski” – mówi.

To, czego szukała, różniło się od jej codziennej pracy. W klubie duża część treningów podporządkowana jest przygotowaniu do startów: konkretnemu układowi, jego synchronizacji i dopracowywaniu elementów. Podczas campu zawodnicy mieli przez kilka dni funkcjonować inaczej – zmieniać trenerów, mierzyć się z różnymi stylami i próbować rzeczy, które nie należą do ich codziennego repertuaru.

Dla Krawczyk oznaczało to przede wszystkim konieczność wyjścia poza dobrze znany schemat.

“Najtrudniejsze było trochę wyjście ze swojej własnej strefy komfortu właściwie na każdych zajęciach. Zrobienie jakiegoś ruchu, którego nigdy wcześniej nie robiłam, albo nowego elementu na akrobatyce. Ale myślę, że to właśnie najbardziej rozwija” – przyznaje.

Zawodniczka zwraca uwagę, że dzięki innemu charakterowi zajęć mogła mocniej skupić się na świadomości i koordynacji ciała.

“Tutaj mogłam bardziej poczuć ciało, nauczyć się je koordynować w różny sposób i nauczyć się, jak może współpracować na przykład stopa z dłonią w tym samym momencie, ale robiąc zupełnie inne rzeczy. Myślę, że nie nauczyłabym się tego na co dzień u mnie w klubie” – mówi.

Podobnego przełamania doświadczyła Agata Krupko. W jej przypadku chodziło o cheer hip-hop – styl, do którego wcześniej trudno było jej się przekonać.

“Najbardziej zapamiętam warsztaty z cheer hip-hopu, ponieważ zawsze miałam problem, żeby się przełamać do tego stylu tańca. Na tym campie coś do niego poczułam i uważam, że lepiej mi idzie” – opowiada.

Największym wyzwaniem okazała się dla niej nie pojedyncza jednostka treningowa, lecz konieczność łączenia wielu różnych rzeczy w krótkim czasie. Uczestniczki poznawały kolejne choreografie i style, które później miały zaprezentować podczas pokazu kończącego camp.

Taka różnorodność nie była przypadkowa. Jak tłumaczy Klaudia Gołębiewska, project manager Performance Institute 2026, jednym z głównych założeń było stworzenie zawodnikom możliwości zetknięcia się z większą liczbą technik i metod nauczania niż te, z którymi pracują na co dzień. Program obejmował m.in. freestyle pom, cheer jazz, cheer hip-hop, akrobatykę i stunty. Chodziło również o rozwijanie wszechstronności – niezależnie od tego, w jakiej kategorii zawodnik specjalizuje się w swoim klubie.

“Zawodnicy w swoich klubach mają zdecydowanie krótsze jednostki treningowe, najczęściej z tymi samymi trenerami. Tutaj podczas campu spotykają się z wachlarzem nowych trenerów, młodych, bardzo ambitnych” – zwraca uwagę Bartosz Penkala, krajowy dyrektor ds. szkoleń PZSC.

Jego zdaniem intensyfikacja pracy podczas campu pozwala efektywniej rozwijać m.in. koordynację, siłę i wytrzymałość. Nie bez znaczenia jest także możliwość usłyszenia innego sposobu tłumaczenia tego samego elementu.

Po kilku dniach takiego rytmu pojawia się oczywiście zmęczenie. Zosia Oświęcka, wychowawczyni jednej z grup, obserwowała uczestniczki z perspektywy osoby, która wcześniej nie była związana z cheerleadingiem, choć sama wywodzi się ze świata tańca. To właśnie porównanie obu środowisk zwróciło jej uwagę.

“Rzecz, która je wyróżnia na tle tancerek, z którymi też jeździłam na obozy jako wychowawca, to zaangażowanie, parcie i siła. Nawet jeżeli są zmęczone i ledwo widzą na oczy, to i tak pójdą na trening i dadzą z siebie sto procent” – mówi.

Podobną obserwację miała Klaudia Gołębiewska. Pod koniec campu, mimo wielu godzin spędzonych na sali, uczestniczki nadal przychodziły na zajęcia, zadawały pytania, robiły notatki i chciały korzystać z kolejnych wskazówek trenerów.

Tyle że im dłużej trwał camp, tym wyraźniej było widać, że jego znaczenie nie ogranicza się wyłącznie do tego, co dzieje się podczas kolejnych jednostek treningowych.

Trzynaście klubów na kilka dni bez klubowych podziałów

Na camp przyjechali zawodnicy z 13 klubów. Przez większą część sezonu naturalnym miejscem ich spotkania są zawody, gdzie każdy zespół walczy o własny wynik. Tym razem mieli trenować razem.

Klaudia Gołębiewska szczególnie zapamiętała sytuacje, w których zawodniczki bardziej zaawansowanych zespołów pomagały dziewczynom znajdującym się na niższym poziomie.

– “Sama byłam świadkiem tego, że dziewczynki z zaawansowanych zespołów pomagały dziewczynkom, które są na trochę niższym poziomie. To było chyba coś najwspanialszego i najpiękniejszego, co mogłam podczas tych treningów zobaczyć” – mówi.

Jak podkreśla, rywalizacja klubowa nie zniknie i nie powinna znikać – jej miejscem są zawody. Podczas campu nie zauważała jednak jej przenoszenia poza trening. Starsze zawodniczki wspierały młodsze, a między uczestniczkami zaczęły powstawać znajomości wykraczające poza kilka wspólnie spędzonych dni. Jeszcze przed zakończeniem wyjazdu część dziewczyn umawiała się na kolejne spotkania.

Bartosz Penkala patrzy na tę współpracę również z punktu widzenia przyszłego szkolenia reprezentacyjnego.

“Obserwuję bardzo dużą chęć rozwoju, dużą chęć pracy i pozyskiwania nowych wiadomości nie tylko od trenerów, ale również od siebie nawzajem. Zawodnicy współpracują podczas treningów, co w realny sposób wpływa na to, że za chwilę będą współpracować ze sobą również, mam nadzieję, w kadrze Polski” – mówi.

Co ciekawe, podobny mechanizm zaczął działać również wśród szkoleniowców.

Na zawodach trenerzy z różnych klubów regularnie się spotykają, ale każdy odpowiada wtedy przede wszystkim za własnych zawodników. Camp dał im inną przestrzeń. Po zakończeniu swoich zajęć mogli obserwować treningi prowadzone przez innych, rozmawiać o metodach pracy i porównywać sposoby nauczania poszczególnych elementów.

To właśnie ten aspekt powracał później w rozmowach podsumowujących pierwszą edycję.

“Trenerzy mogli rozmawiać ze sobą, poznać siebie od innej strony. Nie tylko mijali się na zawodach, ale w końcu mogli wymienić się doświadczeniami” – relacjonuje Klaudia Gołębiewska. Wspomina o wspólnych analizach, wieczornych rozmowach i obserwowaniu pracy innych szkoleniowców.

Leszek Cichocki, prezes PZSC, również zwraca uwagę, że dla części trenerów właśnie ta mniej formalna wymiana doświadczeń okazała się jedną z największych wartości campu. Szkoleniowiec, który miał wolny czas, mógł pójść na zajęcia innej grupy i zobaczyć, że ten sam element można wprowadzić lub wytłumaczyć w zupełnie inny sposób.

“Podnoszenie poziomu zawodniczego, ale też poziomu trenerskiego to bardzo istotna kwestia, która w realny sposób wpływa na rozwój polskiego cheerleadingu” – podkreśla Leszek Cichocki.

W ten sposób pierwotne założenie dotyczące rozwoju zawodników zaczęło obejmować również trenerów. To właśnie na krajowych szkoleniowców PZSC chce w tym projekcie stawiać szczególnie mocno.

Leszek Cichocki przyznaje, że wybór kadry nie sprowadzał się tylko do znalezienia najbardziej utytułowanych zawodników czy trenerów. Liczyły się także umiejętności pedagogiczne i metodyczne.

“Nie zawsze ten moment, kiedy dany trener jest świetnym zawodnikiem, może oznaczać, że będzie dobrym pedagogiem” – zauważa.

W kadrze pierwszej edycji miało więc znaleźć się miejsce zarówno dla doświadczenia, jak i „świeżej krwi”, wiedzy technicznej, pracy tanecznej oraz osobowości potrafiących dotrzeć do uczestników.

Ten kierunek ma zostać utrzymany.

“Bardzo chcemy promować polskich trenerów, naszą polską kadrę trenerską, bo jest świetna” – podkreśla Leszek Cichocki.

Pierwsza edycja jeszcze trwała, a powstawał już plan kolejnej

Pierwszy camp przygotowywano w stosunkowo krótkim czasie. Jak mówi Klaudia Gołębiewska, sam pomysł pojawił się pod koniec 2025 roku, natomiast właściwa organizacja ruszyła na początku 2026. Jednym z wyzwań było więc nie tylko skompletowanie kadry, lecz także przekonanie zawodników, którzy mieli już zaplanowane klubowe obozy, żeby znaleźli miejsce na kolejny sportowy wyjazd.

Jeszcze zanim pierwsza edycja dobiegła końca, organizatorzy zaczęli zbierać uwagi trenerów i pracować nad kolejną. Leszek Cichocki mówi o zwiększeniu liczby uczestników, większej liczbie szkoleniowców i dokładniejszym podziale zawodników według poziomu zaawansowania. Jego ambicją jest, aby podczas następnej edycji pojawiło się około 150 uczestników.

Cichocki przedstawia równolegle koncepcję specjalnej grupy dla około 50 czołowych polskich zawodników. Roboczo nazywa ją „masters”, zaznaczając, że ostateczna nazwa nie została jeszcze ustalona. Trafiałyby do niej osoby z najlepszymi wynikami, a program i kadra trenerska miałyby być przygotowane właśnie pod ich poziom. Obok funkcjonowałyby grupy dla zawodników średnio zaawansowanych i początkujących.

Najważniejsze nie jest jednak samo zwiększenie skali campu.

“Ten camp nie jest stworzony tylko po to, żeby sam camp stworzyć” – mówi prezes PZSC.

W dalszej perspektywie Cichocki chciałby wykorzystać podobne projekty do budowania grupy najlepszych zawodników z różnych klubów, którzy mogliby wspólnie przygotowywać się jako przyszli reprezentanci Polski.

Na razie jest to plan, a nie już istniejący system. Prezes mówi o potrzebie stworzenia najpierw „podwalin” – przygotowania trenerów, zawodników i sposobu pracy, który w kolejnych latach mógłby prowadzić do regularnych zgrupowań kadry.

Zawodnik przyszłości, jego zdaniem, powinien być przede wszystkim wszechstronny.

“Musi być mocny psychicznie i wielowątkowo rozwinięty fizycznie. Musi być na tyle uniwersalny, żeby poradził sobie w każdych warunkach” – mówi Cichocki.

Wskazuje jednocześnie na jedno z największych wyzwań cheerleadingu jako dyscypliny zespołowej. Nie wystarczy znaleźć jednego wybitnego sportowca. Potrzebna jest grupa zawodników znajdujących się na odpowiednio wysokim poziomie, którzy potrafią później funkcjonować jako jeden zespół.

Dlatego w wypowiedziach przedstawicieli PZSC tak często obok rozwoju samych zawodników pojawia się temat trenerów, wymiany wiedzy i współpracy pomiędzy klubami.

Ambicje prezesa sięgają wysoko.

– “Chciałbym, żeby nasi zawodnicy nie jechali z nastawieniem: „jesteśmy z Polski i przyjechaliśmy się uczyć”, tylko: „jesteśmy z Polski, niech uczą się od nas” – mówi.

Do takiego miejsca droga jest jeszcze długa. Pierwszy letni camp nie tworzy systemu szkolenia reprezentacji i nie przesądza, że wszystkie przedstawione przez związek plany zostaną zrealizowane. Pozwala jednak ocenić sam punkt wyjścia.

Camp się kończy, praca dopiero się zaczyna 

Przez kilka dni zawodnicy z 13 klubów pracowali poza swoim codziennym środowiskiem. Jedni próbowali nowych stylów, inni pierwszy raz trenowali pod okiem szkoleniowców, których wcześniej mogli jedynie obserwować. Bardziej zaawansowane zawodniczki pomagały młodszym, a trenerzy – zamiast ograniczać się do prowadzenia własnych zajęć – korzystali również z wiedzy kolegów po fachu.

Dopiero po powrocie do klubów okaże się, ile z tego doświadczenia zostanie na dłużej.

Rzeczywistego znaczenia pierwszej edycji nie pokaże liczba godzin spędzonych na sali ani deklarowana frekwencja kolejnego campu. Znacznie ważniejsze będzie to, czy zawodnicy wykorzystają poznane metody w swojej codziennej pracy, czy trenerzy przeniosą do klubów wiedzę zdobytą od innych szkoleniowców i czy kontakty stworzone podczas kilku wspólnych dni będą miały znaczenie również wtedy, gdy wszyscy ponownie spotkają się na zawodach.

Pierwsza edycja pokazała, że takie spotkanie środowiska jest możliwe. Teraz przed PZSC trudniejsze zadanie: sprawić, żeby nie pozostało tylko udanym wakacyjnym campem, ale rzeczywiście stało się elementem długofalowego rozwoju polskiego cheerleadingu.

Autor: Marlena Krzos

 

Zakończenie tekstu

WSPÓŁPRACUJEMY Z